Witaj Gość! Rejestracja | Logowanie |
Startuj z nami |
Napisz do nas |
Bądź na bieżąco!!! |
Wysyłam do siebie SMS-yTELEPRZESŁUCHANIE: Rafał Bryndal, dziennikarz Radia ZET Największy rachunek za komórkę zapłaciłem... - Było to znacznie powyżej średniej krajowej. Wyjeżdżając na zagraniczne wakacje, wziąłem ze sobą laptopa. Miałem nadzieję, że dokończę kilka tekstów, które oczywiście powinienem oddać „na wczoraj”. Próbowałem i prawie się udało, jednak konsultacje z redakcjami i autoryzowanie przez telefon tekstów było tak długotrwałe, że zapłaciłem w końcu więcej, niż zarobiłem na tym moim pisaniu. Moja pierwsza rozmowa przeprowadzona przez telefon komórkowy, mój pierwszy telefon... - Pamiętam, że jak na dzisiejsze warunki był ogromny. Mieścił się jedynie w kieszeni... kangura. Aparat dostałem od szefa, który chciał być ze mną w kontakcie. Pracowałem wtedy w „Machinie” jako szef muzyczny i bez przerwy jeździłem po mieście. Komórka na owe czasy była czymś, co pozwalało szpanować – szczególnie poza Warszawą. Chociaż nie wszędzie. W Krakowie wzbudzałem na równi podziw i politowanie. Krakowscy obskuranci załamywali ręce, że dałem się tak omotać i zniewolić przez telefon. Pierwszy telefon... nie pamiętam, ale chyba zadzwoniłem do domu, aby zawiadomić, że już jadę, więc można wstawiać ziemniaki... Spędzam tydzień bez telefonu komórkowego - czy to możliwe? - Ostatnio zapomniałem komórki i czułem się, jakbym stracił wewnętrzny organ, który pozwala mi normalnie funkcjonować. Trwało to tylko kilka godzin, a już był problem. Tydzień przy moim trybie życia i rozlicznych kontaktach to o wiele za długo, żeby przetrwać. Moment w życiu, w którym komórka szczególnie mi się przydała. - Komórka daje mi możliwość archiwizowania na bieżąco i aktualizowania moich pomysłów. Kiedyś robiłem to na karteczkach, które ciągle gubiłem. Komórka przydała mi się kiedyś, gdy będąc w lesie, zgubiłem klucze od samochodu. Wkoło było bardzo ciemno, bo księżyc zachmurzony i noc. Nie miałem oczywiście ze sobą latarki, bo nie ma jej w moim wielofunkcyjnym scyzoryku. Skorzystałem więc ze światła mojej komórki. To pozwoliło mi wrócić o przyzwoitej porze do domu. Nie musiałem czekać do rana w lesie. Najzabawniejsze zdarzenie związane z telefonem komórkowym? - Kiedyś, po ciężkim dniu pracy, szedłem ulicą i byłem tak bardzo zmęczony, że wysłałem SMS sam do siebie z pytaniem „Śpisz?”. Chciałem oczywiście do kogoś innego, ale pomyliłem numery. Odpowiedziałem na to pytanie i do dzisiaj prowadzę ze sobą taką oryginalną SMS-ową korespondencję. Innym razem komórka wpadła mi do toj-toja. Prosiłem potem wszystkich, żeby nie dzwonili do mnie, bo g... słychać. Miejsce, gdzie zawsze zabieram telefon komórkowy i miejsce, w które telefonu nie zabieram nigdy? - Zawsze zabieram go na służbowe spotkania, byle telefon jest doskonałym pretekstem, by się z nich urwać. Nie zabieram już telefonu ze zrozumiałych względów do toj-toja oraz na towarzyskie spotkania, które mają to do siebie, że nie wiadomo, w jaki sposób się skończą. Przesłuchiwał: Wojtek Andrzejewski
Podziel się tym artykułem:
Autor: Fot. Roman Chełmowski
(2008-09-16)
Źródło: Mobile Internet Nr 6/2008
Komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treści komentarzy użytkowników portalu MI Online.
Wczytywanie komentarzy...
|
W numerze
|


Witaj Gość!
Startuj z nami
Napisz do nas
Bądź na bieżąco!!!
Powrót
0


