Szpadelki i wiaderka nadal są nieśmiertelnym gadżetem w rękach najmłodszych plażowiczów. Cyfrowe zabawki lada moment wyprą gadżet, jakim jest krzyżówka, książka czy gazeta. Niestety, coraz bardziej digitalizujemy wypoczynek...
Ileż można leżeć bezczynnie na plaży, zapewniając szanowną małżonkę, że żadne skąpo odziane blond kształty, pojawiające się w zasięgu wzroku, nie są ładniejsze od tych zaślubionych? Długo. Zwłaszcza gdy 4 GB karta w aparacie cyfrowym pęka w szwach od stosownej dokumentacji fotograficznej, potwierdzającej powyższą tezę...
Obserwację manier plażowiczów rozpocząłem zaraz po tym, jak dokumentnie zapchałem kartę w cyfrówce. Spacerując plażą, nie widziałem ani jednego radioodbiornika typu „jamnik”, tak popularnego nad Bałtykiem jeszcze nie tak dawno. Z sympatią wspominam kakofonię, jaką rodziły radiomagnetofony, tworząc „rewelacyjną” atmosferę do odpoczynku...
Dziś, plażowicze słuchają muzyki zapakowanej na kartach pamięci telefonów i playerów MP3. I jest stosunkowo cicho. Jak na plaży być powinno. Chyba że za parawanem pojawi się osioł z ręcznikiem i empetrójką, trzeszczącą z wbudowanego głośniczka pilarkopodobnymi dźwiękami.
Ponieważ uchodzę za jednostkę wredną i złośliwą, a w takich chwilach aspołeczną, wróciłem na kwaterę, pożyczyć zabytkowe już, ale „mobilne” radio „Monika”, renomowanej marki UNITRA. Kupiłem baterie i wróciłem na plażę do osamotnionej na chwilę, szanownej małżonki. Przysiadłem za parawanem i odpaliłem radyjko na cały regulator, co chwila zmieniając gałką stację. Za wrogim parawanem zapanowała cisza.
Żona po wyartykułowaniu swojego niezadowolenia z mojego zachowania, dyplomatycznie, aczkolwiek pospiesznie, opuściła nasz kojec plażowy. I słusznie, bo gdy w końcu znalazłem toruńską rozgłośnię ojca dyrektora, wróg z trzeszczącą empetrójką zaatakował. Po krótkotrwałej wojnie na garście piachu i żołnierskie argumenty słowne szybko pojąłem, że takie zachowanie nie przystoi szanującemu się redaktorowi poważnego pisma technologicznego. Po kapitulacji wroga i próbach przeproszenia połowicy, których ślady noszę do dziś, udałem się na spacer po plaży. A tam?
Prawie jak w markecie z elektroniką użytkową. Oprócz najmłodszych, którzy jeszcze nie porzucili szpadla z wiaderkiem dla multimedialnej komórki, niemal wszyscy dookoła dzierżyli w łapkach jakiś telefon lub PDA. Do mojego ucha doszedł znajomy komunikat: „Szukam sygnału GPS...”. – Prawie, jak w ukochanej redakcji! – pomyślałem, przyglądając się niewiele ładniejszemu od małpy mężczyźnie, który pewnie tak samo jak ja zbierał dla swojej ukochanej niezbite dowody na nieatrakcyjność napotkanych na plaży ciał obcych.
Usiłując poważnie dotknąć tematu, a może wręcz problemu digitalizacji naszego wypoczynku, widząc za parawanem faceta z laptopem, zalogowanego do portalu Nasza-klasa.pl, zacząłem się zastanawiać, co się stało z gazetą? Gdzie podziała się krzyżówka? Co z książką nielicznie występującą na ręcznikach wypoczywających na plaży? I najważniejsze: dlaczego zamiast ze sobą rozmawiać lub delektować się szumem morza tak po prostu, wyciągamy ciężki sprzęt fotograficzny, przenośne odtwarzacze DVD, laptopy, nawigatory i „trzeszczymy”. Nie macie pojęcia, jak się wściekłem, gdy usiłując wypoczywać za parawanem, usłyszałem charakterystyczny dźwięk Gadu-Gadu.
I po co do diabla faszerujemy coraz większe dyski coraz większą ilością coraz większych, wyraźniejszych zdjęć z wakacji? Nie wiem, jak wy, ale ja nie mam czasu oglądać później tych wszystkich fotek czy nakręconych filmów. Digitalizujmy nasze życie z umiarem. Zróbmy 10 zamiast 100 zdjęć!
Choć kocham mobilne multimedia, marudzę wam, bo chcę zapukać do rozsądku ludzi takich, jak pewna „cyfrowa” rodzinka, jaką spotkałem w Jastarni i od której wprost nie mogłem oderwać wzroku. Tatuś z laptopem, mamusia z laptopem, starszy synek z laptopem i dwójka młodszych dzieci z komórkami a’la PDA. I nie uwierzycie - wszyscy z cyfrówkami. Robili i ściągali co chwilę zdjęcia. Wszyscy z laptopami, oprócz tatusia, dostępni byli na Gadu-Gadu. Cyfrowy tatuś oddawał się wideorozmowie via Skype. Ludzie! A gdzie wasz wypoczynek? - zadawałem sobie pytanie.
Nie wytrzymałem i podszedłem do państwa Cyfrowych. Bo też nie dowierzałem temu, co widzę. Myślałem, że ciosy od szanownej małżonki i słońce, zrobiły swoje... Ale to jawa! Więc pytam państwa Cyfrowych: - Gdzie, u licha, podziały się wasze biurka i krzesła? Wyraźnie wzburzony tatuś, zgodnie z kanonami PR, zaprosił mnie do możliwie szybkiego oddalenia się, bo podobno g…! powinno mnie obchodzić, jak on i jego rodzina odpoczywają. Ponieważ był wyższy ode mnie i wkurzony, przyroda kazała mi zastosować się do jego zaleceń...
Obrazki z plaży na Helu utwierdziły mnie w tym, co mówią socjologowie i psychologowie - elektronika zdecydowanie przeszkadza nam w wypoczywaniu. Koncentrujemy się nad tym, żeby zrzucić zdjęcia na laptopa, by zrobić te zdjęcia dobrze. Po co? Po to, by uwiecznić zdigitalizowaną chwilę, do której zagonionym w wirze codzienności, po powrocie z urlopu, ciężko nam wrócić. A ta chwila przeszła. Starajmy się wypoczywać nie tylko od pracy, ale także od technologii, która coraz drapieżniej wdziera się w świat naszych emocji. Miejmy umiar.
Być może przedwcześnie się starzeję, ale pierwszy raz w życiu zaczęła mi przeszkadzać wszechobecna elektronika na plaży. Najchętniej obok zakazu wchodzenia na kąpielisko z psami, postawiłbym zakaz wchodzenia z komórkami, laptopami i innymi gadżetami... Żeby wypocząć.
WOJCIECH ANDRZEJEWSKI
Podziel się tym artykułem: