Witaj Gość! Rejestracja | Logowanie |
Startuj z nami |
Napisz do nas |
Bądź na bieżąco!!! |
Umiera król! Niech żyje król!Ledwie otworzyłem ślepia, a na ekranie smartfona przeczytałem o tym, że Steve Jobs uznał iż fotel prezesa Apple stał się dla niego niewygodny. Poranna bezczelność nowych mediów poruszyła mnie na tyle, że nie musiałem pić kawy. Zrozumiałem, że Steve umiera... Tekst z mobilnej "Wyborczej" ilustrowało zdjęcie wychudzonego od podobno "przebytej" choroby nowotworowej Jobsa. Glówny przekaz okraqszony był bełkotem, że Steve się rozstaje, ale tak naprawdę się nie rozstaje bo zostaje, tyle tylko, że nie w fotelu prezesa, a w radzie nadzorczej. I niby wszystko fajnie, ale dawno, dawno temu na lekcjach historii próbowano bezskutecznie wbić mi do głowy, że gdy król schodził z tronu, to znaczyło to nic innego, tylko to, że jest bardzo słaby. A jak bardzo słaby, to znaczy, że może umrzeć. A jak morze umrzeć, to mocarstwo trzeba zabezpieczyć nowym, silnym, walecznym królem. Umarł król, niech żyje król! Proste to, prawda? Daj Boże abym się mylił, bo co to za mocarstwo będzie z Apple bez Jobsa... W liście do zarządu Jobs napisał: "Zawsze mówiłem, że jeśli nadejdzie dzień, w którym nie będę już mógł wykonywać swoich obowiązków (...) jako dyrektor wykonawczy Apple, będę pierwszą osobą, która wam o tym powie. Niestety ten dzień nadszedł". Dla mnie ten komunikat jest jasny. Steve Jobs umiera. I branża oraz giełby, któe reagują na wieść o pustym fotelu prezesa Apple jak spanikowane stado trzynastolatek w pokrzywach, musi się z tym faktem pogodzić. Umiera król! Niech żyje król! WOJCIECH ANDRZEJEWSKI Podziel się tym artykułem:
Autor: (WA)
(2011-08-25)
Komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treści komentarzy użytkowników portalu MI Online.
Wczytywanie komentarzy...
|
W numerze
|

Witaj Gość!
Startuj z nami
Napisz do nas
Bądź na bieżąco!!!
Powrót
0


