 |
| |
| Hardware/Software |
| + stabilne oprogramowanie |
| + Flexible Recording! |
| - brak I-Link |
| |
| Konstrukcja |
| + udana stylizacja |
| |
| Funkcjonalnosc |
| + szybki start |
| - nieporęczny pilot |
| |
| Ocena redakcji |
| 5- |
DMR-ES 10 jest najtańszą nagrywarką w ofercie Panasonica i jedną z najtańszych dostępnych na rynku. Cena skalkulowana na poziomie tanich chińskich producentów czyni z niej bardzo ciekawą propozycję. Do tego 2-letnia gwarancja. Nieźle... Niestety, musimy zgodzić się na pewien kompromis: za około 550 zł. nie otrzymamy twardego dysku, nie mamy także cyfrowego wejścia I-Link. Nie znajdziemy także HDMI. Czy to koniec kompromisów? Zobaczmy...Otwieramy opakowanie i...
W pudle, prócz nagrywarki, znajdziemy komplet okablowania (niestety, bez kabla SCART), instrukcje, oraz pilota wraz z bateriami.
Urządzenie wyposażono w komplet wejść i wyjść AV, mamy także wyjścia audio. SCART, S-video, component... na życzenie z przeplotem, lub bez. Wyjście optyczne dźwięku dookólnego oraz analogowe stereo. No i SCART dla dekodera. Oczywistym elementem jest także przelotka sygnału antenowego. Do wyboru, do koloru! Jest dobrze!
Urządzenie odczytuje wszystkie popularne typy płyt, z nagrywaniem jest już gorzej: nie nagramy płyt DVD+RW. Oprócz tego, spotykamy tu ciekawostkę: DVD RAM. Daje on szerokie możliwości edycyjne, udanie zastępując twardy dysk, którego w najtańszym "panasie" nie znajdziemy. Niestety, cena płyt RAM i ich dostępność przekreśla praktyczne wykorzystanie tego formatu. Nie nagramy także zwykłej płyty CD - np. muzycznej.
Design nagrywarki nie odbiega od większości oferowanych obecnie urządzeń, sprawia dość przyjemne wrażenie. Ciekawym zabiegiem stylistycznym jest szufladka płyty, wkomponowana w półprzezroczysty panel, biegnący przez całą szerokość urządzenia. Po przeciwnej stronie szuflady, znajdziemy prosty, lecz dzięki temu czytelny wyświetlacz. Gdy przeszkadza – możemy go wygasić. Ogólnie – wrażenie pozytywne.
Klawisze na przednim panelu rozmieszczono w sposób typowy dla większości urządzeń tej firmy. Znajdziemy tam jedynie włącznik oraz klawisze obsługujące podstawowe funkcje, w tym nagrywanie. Drażni zbytnie oddalenie szuflady od przycisku służącego do jej otwierania. Klawisz nagrywania czytelnie wydrębniono, wykluczając przypadkowe wciśnięcie. Pozostałe przyciski ukryto pod niewielką pokrywą, wraz z gniazdami przyłączeniowymi AV.
PODŁĄCZENIE I INSTALACJA
Przygotowanie urządzenia do pracy nie nastręcza większych trudności. Gniazda na tylnej ściance rozmieszczono poręcznie i sensownie. Instrukcja prosto i przejrzyście prezentuje nam schematy wszelkich możliwych połączeń. Bez problemu podepniemy też inne DVD lub magnetowid. Programowanie wewnętrznego tunera telewizyjnego jest bardzo uproszczone, w dodatku - jeśli nasz odbiornik wyposażono w funkcję Q-link ®, DMR-ES 10 sama zaimportuje listę kanałów z telewizora. Praktyka pokazuje, że nasz tani sprzęcik poradzi sobie także z telewizorami innych firm - w moim przypadku niemal bezbłędnie zaimportował listę programów z Thomsona Scenium ™, choć instrukcja milczy na temat współpracy z tym modelem... Piątka z plusem!
PILOT
Zdalny sterownik urządzenia to wspólna z innymi konstrukcjami Panasonica plastikowa zabawka. Lekki, zgrabny, jednak delikatny. Układ klawiatury, choć pozornie czytelny i prosty, wymaga przyzwyczajenia. Część klawiszy rozmieszczono nielogicznie, wręcz nieporęcznie. Weźmy choćby klawisze nagrywania - nie są one wyodrębnione, ukryto je w rządku innych, równie małych... Do poruszania się po menu używamy aż dziewięciu (!) klawiszy, choć np. Philipsowi wystarczą cztery... Na plus sterownika można natomiast zaliczyć możliwość obsługi dowolnego telewizora. Producent dołącza spis kodów, pozwalający "nauczyć" pilota obsługi większości odbiorników. Za pilota – mały minusik.
MENU
Wchodzimy do menu nagrywarki i... kolejne rozczarowanie. Grafika jest przyjemna dla oka, brak błędów w tłumaczeniu, jednak sama czcionka nie jest zbyt przejrzysta, podobnie jak cały układ menu. Niektóre użyteczne funkcje niepotrzebnie pochowano, zdarza się, że w menu mamy tylko dwie lub trzy pozycje. I tu na pomoc przychodzi instrukcja, przygotowana dość solidnie, jednak niekiedy zbyt "technicznie" dla przeciętnego użytkownika. Gdy już zgłębimy tajniki menu i przyzwyczaimy się do osobliwej klawiatury pilota - zauważymy, że nie taki diabeł straszny. Jednak - nie ośmielę nazwać się owego menu intuicyjnym.
ODTWARZANIE
Prosta sprawa, DMR-ES 10 obsługujemy jak typowy, prosty odtwarzacz. Mamy filtr grzebieniowy, rozliczne możliwości ustawień obrazu, czy dźwięku. Ciekawostką jest system korekcji dźwięku w kanale centralnym. W praktyce – sprowadza się on raczej jedynie do podbicia jego głośności. Możemy zostać przy domyślnych ustawieniach fabrycznych. Są przemyślane. Jeśli zatem nie lubimy się bawić odtwarzaczami DVD, zasiadamy wygodnie w fotelu i oglądamy. Jakość dźwięku i obrazu jest zdecydowanie lepsza od chińskiej masówki, pod tym względem nie mamy prawa narzekać. ES 10 boleśnie obnaża wszelkie niedociągnięcia powstałe przy produkcji płyt. Jeśli mamy kiepskie wydanie płyty - zobaczymy to i usłyszymy. Bez litości. Za to oglądanie porządnie wydanego filmu to czysta przyjemność. Czerń to czerń, linie są gładkie, szybko poruszające się obrazy nie powodują smużenia. Dźwięk określiłbym jako zamaszysty i naturalny, z lekką tendencją do uwydatnienia góry pasma. Ogólnie: jest dobrze! Minusem jest jedynie długi czas uruchamiania się nagrywarki. Znacznie odbiega on od "zwykłego" odtwarzacza.
NAGRYWANIE
W zależności od potrzeb, możemy wybrać kilka typów zapisu. Na standardową płytę 4,7 GB zmieścimy od jednej aż do ośmiu godziny materiału. Oczywiście, wydłużając czas nagrania, musimy godzić się na pogorszenie jakości. Mimo to, nawet w 8-godzinnym trybie EP osiągamy jakość dobrej klasy magnetowidu S-VHS. Dla niezdecydowanych - producent stworzył funkcję "FLEXIBLE REC" - pozwala on dopasować kompresję zapisu do planowanego czasu nagrania. Prościej mówiąc: nagrywarka dopasuje jak najlepszą jakość zapisu do wolnego miejsca na płycie. Pozytywnie zaskakuje jakość nagrania w trybie dwugodzinnym (najczęściej używanym).
Mamy także TIMER. Jego obsługa nie przysparza żadnych problemów, musimy jednak pamiętać o jego aktywowaniu osobnym przyciskiem - samo zaprogramowanie nagrania nie załatwia sprawy. Urządzenie podpowie nam ponadto, czy zmieścimy nagranie na płycie i - ewentualnie - zasugeruje konieczne korekty. DMR wyposażono również w system VPS/PDC, czyli automatyczną korektę czasu rozpoczęcia i zakończenia nagrania, niezależnie od opóźnień w ramówce TV. Niestety, nie każda stacja pozwala nam z tej przydatnej funkcji skorzystać. Każdemu nagraniu możemy przypisać tytuł, który wprowadzimy za pomocą prostej klawiatury ekranowej. Łyżka dziegciu - to nagrywanie z ręcznym ustawieniem czasu.
Teoretycznie, poprzez kilkakrotne naciśnięcie klawisza nagrywania, możemy zaprogramować jego czas, w odstępach półgodzinych. Czyli - naciskając 3 razy, ustawiamy czas nagrania na półtorej godziny. Niestety, możemy zrobić to tylko przy użyciu klawisza na froncie nagrywarki. Czemu nie pilotem? To wie tylko producent...
FINALIZACJA
Aby odtworzyć nagrane płyty na innych odtwarzaczach, musimy sfinalizować płytę. Po mozolnym dotarciu do odpowiedniej pozycji menu, możemy nadać płycie tytuł i rozpocząć właściwy proces "zamykania" krążka. Potrwa on dosłownie chwilę, choć producent straszy nas "kilkunastoma minutami". Brawo. Musimy pamiętać, że finalizacja płyty uniemożliwi dokonanie na niej kolejnych nagrań, zatem lepiej nie wykonywać jej przedwcześnie.TYTUŁEM PODSUMOWANIA...
Okazuje się, że niska cena nie zawsze oznacza niską jakość. Przez kilka tygodni testu, urządzenie ani razu nie odmówiło współpracy, nie zaobserwowałem „zawieszania się”, typowego np. dla wyrobów koreańskich. Nagrane na ES 10 płyty bez problemów daje się odtwarzać na innym sprzęcie. Za niewiele ponad 500 złotych otrzymujemy porządny, markowy sprzęt, zapewniający dobrej jakości odtwarzanie i zapis. Obsługa - choć początkowo wymaga posiłkowania się instrukcją i przyzwyczajenia - jest względnie prosta. Istotnym minusem jest brak cyfrowego przyłącza dla kamery i twardego dysku - lecz mając na uwadze niewygórowaną cenę - łatwo to przeboleć.
Za najpoważniejsze wady „deemerki” uznaję nieporęczny układ klawiatury pilota oraz mało czytelną czcionkę menu. Na koniec warto wspomnieć, że tani Panasonic radzi sobie z odczytem nawet mocno zniszczonych płyt, potrafi też nagrywać na najtańszych, najpodlejszych dostępnych nośnikach. Po prostu - zamiast technicznych fajerwerków - kawał solidnego sprzętu.
W swojej kategorii cenowej DMR-ES 10 nie ma obecnie konkurenta i - o ile zaakceptujemy kilka drobnych niedostatków - spełni oczekiwania większości niewymagających użytkowników. Gorąco polecam!
|